27 czerwca 2014

Ślub w południowych Indiach - Dzień 1. Mehndi Party

Relacja ze ślubu kuzynki męża.

Równo tydzień temu, w piątek rozpoczęły się trwające 3 dni uroczystości ślubne. Same zaślubiny trwają 1 dzień, a w zasadzie pół dnia. Jednakże podczas ślubu pojawia się jeszcze mnóstwo innych uroczystości przed i po ślubnych. W wielu z nich nie brałam udziału gdyż odbywają się w domu panny lub pana młodego. Nie można niestety powiedzieć, że jest jakiś uniwersalny ogólno-indyjski ceremoniał. Są wprawdzie elementy występujące w prawie każdej społeczności wyznającej hinduizm, lecz jednak nawet bardzo znane, zwłaszcza z filmów, okrążanie ognia w siedmiu krokach nie jest aż tak popularne w południowych Indiach, choć też się zdarza. Obrządek i rodzaje następujących po sobie rytuałów zależą od regionu, ale przede wszystkim od kasty. Każda kasta ma swój własny ceremoniał. Póki co byłam tylko gościem na kilku ślubach znajomych. Były to śluby połudnowoindyjskie, jednak każdy był w jakiś sposób inny.   

Ilość dodatkowych dni oraz program i przewidziane atrakcje na dany dzień zależą od zamożności rodziny panny młodej, ponieważ tradycyjnie koszta ślubu pokrywa rodzina dziewczyny. Strona chłopaka ma bardzo niewielki wkład finansowy i ogranicza się do zakupu sari i mangalsutry (ślubnego naszyjnika), oraz jakichś innych niewielkich wydatków. Nawet nocleg dla gości chłopaka pokrywają rodzice dziewczyny. Wprawdzie mieliśmy w rodzinie 3 lata temu ślub, w którym kuzyn męża i jego rodzice włożyli w ślub syna ogromne kwoty pieniędzy, dzieląc się kosztami z rodziną dziewczyny niemal na pół, lecz jest to wyjątek. Obecnie sporo zależy od osobistych poglądów rodziców młodych i w przypadku osób myślących bardziej nowocześnie są różne inne scenariusze, niż scenariusz tradycyjny. W Indiach za ślub płacą jednak rodzice, młodzi się nie dokładają. 

Dzień nr 1 rozpoczął się od Mehndi Party. Tradycyjnie odbywa się to w dzień przed samym ślubem i jest to zabawa typowa dla północnych Indii. Polega na ozdabianiu panny młodej oraz zaproszonych kobiet ornamentami z henny na dłoniach. W Indiach południowych mehndi party raczej nie występuje. U nas w rodzinie jest to nowość. Panna młoda, osoba dość mocno rozrywkowa namówiła zapewne rodziców na jeden luźniejszy dzień z tańcami. Na pewno był to najbardziej atrakcyjny dzień dla młodych osób. Do naszej rodziny mehndi party przywędrowało z Mumbaju. Spora część krewnych przeniosła się tam z południa i nasiąknęła innymi rodzajami obchodów, duży wpływ ma też bollywood. Akurat zwłaszcza w Karnatace, gdzie lokalne filmy są tragicznie beznadziejne, ludzie wolą oglądać bollywoodzkie filmy w hindi i chyba łatwiej nasiąkają innymi wpływami niż w pozostałych południowoindyjskich stanach. W każdym bądź razie, po ślubie innego kuzyna, który mieszka właśnie w Mumbaju i jako pierwszy zaprosił krewniaków z południa na Mehndi Party, kilka innych osób też postanowiło zorganizować taki dzień (choć póki co jednak większość ślubów jest bez tej imprezy). 





























Impreza rozpoczęła się o 18.00 i miała miejsce w niezbyt dużej sali bankietowej w hotelu. Przyszło około 80 osób. Większość zamiejscowych gości przyjechała dopiero następnego dnia rano. Niestety mąż nie zdążył na czas więc zjawiliśmy się dopiero po ponad godzinie. W sumie nic w tym specjalnego. W Indiach normą jest się spóźnić pół godziny. Jeżeli goście zjawią się idealnie na czas mogą wprawić w zakłopotanie, albo mogą jeszcze nie zastać organizatorów. Ta zasada ma zastosowanie w zasadzie wszędzie. Przychodzimy przynajmniej 15 minut po czasie. Choć spóźniliśmy się ponad godzinę to impreza się dopiero zaczynała. W zasadzie tylko przegapiliśmy początek gdy chłopak i dziewczyna siedzieli na tronie i pozowali do zdjęć. Akurat jak weszliśmy była końcówka pozowania i zabrali trony ze sceny.

Na wejściu, jak zawsze powitalny napój. Tym razem było to zimne badam milk - milkshake migdałowy. Od razu zostałam zawołana do nakładania henny. Zamówieni byli dwaj chłopcy z północnych Indii, którzy nakładali dość proste wzory po kolei każdej chętnej kobiecie. Większość chciała tylko na lewej ręce, żeby mieć choć jedną rękę zdatną do użycia w tamtym momencie. W pomieszczeniu było chłodno od klimatyzacji i henna schła bardzo wolno. 


Panna młoda miała już nałożoną hennę wcześniej w domu. Skomplikowane wzory pokrywały jej ramiona do łokci oraz stopy powyżej kostek. Pośród wzorów na jej ramionach ukryte były litery składające się na imię pana młodego. Żeby wzory były trwałe nakłada się je wieczorem, nawilża wysychającą pastę wacikiem nasączonym ciepłą wodą z cukrem i sokiem z limonki. Wieczorem idzie się spać z nadal wysychającą pastą. Rano pościel wygląda tragicznie, a zaschnięta pasta albo odpada albo przywiera do skóry. Trzeba trochę się postarać żeby usunąć pozostałości. Taki wzór jednak powinien się trzymać do 3 tygodni. W południowych Indiach w przeciwieństwie do obchodów na północy, nakładanie henny odbywa się raczej w zaciszu domowym, bez muzyki i gości.

Tymczasem Mehndi Party kuzynki połączone było z tańcami do najnowszych bollywoodzkich hitów. Ponieważ impreza była zaczerpnięta z północnych Indii panna młoda założyła też strój z północy kraju - lehengę choli, czyli spódnicę, bluzeczkę i fantazyjnie udrapowany szal. Program rozrywkowy rozpoczął się od układu tanecznego zatańczonego solo przez dziewczynę. Ładnie tańczyła w stylu bollywood, chyba musiała dużo trenować :D






 
Zaraz po tym cała młodzież wleciała na scenę i zaczęli tańczyć. Starsi woleli jednak siedzieć z tyłu i patrzeć. DJ'a nie było, być może z oszczędności. Pan młody z kolegami rozstawili się z boku z laptopem i głośnikami. Nie zawsze udawało im się trafić z piosenką i były przestoje jak szukali czegoś bardziej imprezowego. Pełna improwizacja. Cała impreza odbywała się bez ani kropli alkoholu. Kelnerzy tylko rozdawali wodę. Wprawdzie nie było żadnych ograniczeń i były momenty, gdy wszyscy się na scenie wymieszali, jednak przez większość czasu chłopcy i dziewczyny woleli tańczyć osobno. 




































Styl tańczenia typowo bollywoodzki. Indusi tańczą rękami i ramionami, u nas raczej biodra idą w ruch. Ja nie bardzo wiedziałam jak tańczyć, więc mieszałam swoje ruchy i starałam się naśladować co prostsze układy. Nie wszystkie piosenki z filmów też znałam, a jako że były to znane hity z teledysków to nagle wszyscy zaczynali tańczyć ten sam układ. Chłopaki też zatańczyli na scenie znany lokalny taniec tygrysów, o którym kiedyś napiszę przy innej okazji. Na pewno tańcami nie była znana z Pendżabu bhangra, ale jakieś tam elementy się wkradły. Oprócz hitów bollywood wszyscy zatańczyliśmy też gangam style, był też znany z polskich wesel wężyk :D 

Po pewnym czasie, co poniektóre osoby pośród starszej widowni się też rozochociły. Matka panny młodej wywijała rękami w sari, a ciotka oszalała i tańczyła ze szklanką  na głowie!! O co chodzi z tą szklanką?? Czy ktoś coś wie? Podobno była taka akcja w jakimś filmie, tylko zamiast szklanki był dzbanek?! Ale w którym? Nie mam pojęcia o co chodzi!
























































Wkrótce ludzie zaczęli się robić głodni, zwłaszcza że jedzenie cały czas na nas czekało obok. Pierwsi ruszyli do talerzy najstarsi goście, zwłaszcza pełne powagi matrony, którym nie w głowie takie hulanki i tak naprawdę przyszły się tylko najeść za darmo. Pozostając w temacie imprezy jedzenie także było po części północnoindyjskie, z kilkoma lokalnymi specjałami. Jedzenie było przez całe 3 dni wegetariańskie. U mnie na talerzu tylko część  dostępnych opcji jedzenia, na resztę już nie starczyło miejsca w brzuchu :D Jedzenie jak zawsze w Indiach, to bufet. Bierze się talerz i prosi o nałożenie wybrane dania. Następnie każdy siada gdzie chce.

Na talerzu mamy: wegetariańskie biryani (ryż z warzywami), matar paneer (ser paneer z groszkiem), kulcha (rodzaj chlebka pszennego), neer dosa (lokalna dosa z ryżu i kokosa), paneer ghee roast (ser paneer prażony w ghee i przyprawach), sałatka cebulowo-warzywna, makaron w czerwonym sosie. A na deser gulab jamun z lodami. 





















Po jedzeniu niektórzy od razu poszli. Młodzież za to znów ruszyła na parkiet, aby się jeszcze wyszaleć. Impreza jednak pomału zbliżała się ku końcowi. Swoją drogą podobno w północnych Indiach takie tańce są bardziej typowe dla imprezy zwanej Sangeet, a nie dla Mehndi, jednak do końca nie wiem bo nigdy nie byłam. Tak czy inaczej, o godzinie 21.50 matka panny młodej kazała kończyć, muzykę wyłączono i przed 22.00 wszyscy opuściliśmy hotel.  








2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy opis! Czytałam gdzieś, że takie imprezy organizowane są tylko dla pań i nie wpuszcza się na nie mężczyzn, ale pewnie co region to inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie słyszałam. Być może faktycznie tak gdzieś jest. Ja bardziej słyszałam, że faceci są i przychodzą głównie by się najeść :D Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...