7 czerwca 2014

Udupi 1 - St. Mary's Island, Wyspa Kokosowa

58km na północ od Mangalore położone jest miasto Udupi, drugi największy ośrodek Tulu Nadu, czyli regionu w którym dominuje język tulu. Nazwa dla Polaków trochę śmieszna. Przyznaję ja też się na początku zaśmiałam. Prowadzi do niego nadmorska "autostrada" NH17, jednakże w wielu miejscach niestety przypomina plac budowy albo zwykłą drogę, choć faktycznie sporo dwupasmowych odcinków już otwarto. Na pewno nie jest to autostrada w europejskim rozumowaniu. Raczej droga krajowa. Jedzie się w sumie dość szybko i w niewiele ponad godzinę jest się na miejscu. Z Mangalore kursuje multum autobusów. Autobusy bez klimatyzacji są dosłownie co 5minut. Co pół godziny jeździ też Volvo z klimatyzacją (ale za to z niewygodnymi siedzeniami). Bilety w jedną stronę obecnie kosztują 55Rs bez klimy i 80Rs z klimą. Można też przyjechać pociągiem. 

Miasteczko w sumie niewielkie, ale dość słynne z kilku powodów:
  1. Kuchnia Udupi - wiele jadłodajni ma w Indiach na szyldzie napis "Udupi Hotel". Jest to kuchnia ściśle wegetariańska, która słynie z południowo-indyjskich szlagierów jak idli i dosa. Podobno dosa pochodzi stąd, a przynajmniej niektórzy tak twierdzą. 
  2. Świątynia Krishny - a w zasadzie cały kompleks świątyń w stylu południowo-indyjskim. Miejsce pielgrzymek religijnych (tutejsza Częstochowa).
  3. Manipal - słynne miasteczko uniwersyteckie do którego ściągają studenci z całego kraju i z zagranicy. Znane z wysokiego poziomu kształcenia i różnorodności kierunków oraz wysokiego standardu infrastruktury. Zwłaszcza kierunki medyczne znane są za granicą (dużo studentów z Malezji), a szpital uniwersytecki jest jednym z najlepszych w regionie. Prowadzi wymiany studenckie ze studentami z Polski. 
  4. St. Mary's Island/Coconut Island - malownicza wyspa wulkaniczna, na której podobno wylądował w 1498 roku Vasco da Gama.

Cała wyspa uznawana jest za monument geologiczny. 
Ten post będzie właśnie o wyspie. Jeżeli ma się do dyspozycji tylko 1 dzień to najlepiej rozpocząć od niej. Można się wybrać nawet rano lub w południe bo bryza morska ochładza. Choć Indusi będą pewnie zakutani w ciuchy to można spokojnie iść w czymś poodkrywanym, a na wyspie da się też pływać w zatoce, gdzie nie ma silnych fal. W przeciwieństwie do Mangalore, gdzie fale częściej nadają się do surfowania, niż pływania, a wejście do wody kończy się niemal upadkiem, gdyż tak mocne są prądy, tutaj morze było o wiele bardziej łagodne i jak najbardziej nadawało się do pływania, zarówno od strony wyspy, jak i na samej plaży w Malpe. Były osoby i w szortach i w bluzkach na ramiączkach. A nawet pani muzułmanka zdjęła burkę (tzn. abaję i nikab) i została w salwar kameez. Jako, że mieliśmy po wyspie iść do świątyni to też się trochę zakutałam, czego potem bardzo żałowałam, bo wróciliśmy z wyspy za późno, rozwalił mi się but, musieliśmy się spotkać ze znajomym i świątyni nie było tego dnia. Wprawdzie wyspa nazywana jest Wyspą kokosową, ponieważ prawie jedyne drzewa tam to drzewa kokosowe, ale przyznaję bardziej skupiłam się na robieniu zdjęć skałom. Chyba już za bardzo przywykłam do drzew kokosowych na co dzień.




Wybraliśmy się na nią na początku stycznia i był to bardzo dobry czas na wycieczkę. Na wyspę można się dostać tylko za pomocą łódki, wobec tego czas monsunu zupełnie odpada. Jeśli jest sztorm lub pada deszcz łódek nie będzie. Łódkę można złapać z plaży w Malpe, która jest praktycznie tuż pod miastem i dojeżdżają tam autobusy miejskie lub riksze. Podobno są też kursy z portu. Na plaży nie idzie przegapić łódek, czeka ich wiele, a pod parasolami są stoiska naganiaczy łódkowych. Nawet nie musieliśmy podchodzić, bo szybciej już ktoś do nas podbiegł. Dla pewności porównaliśmy ceny u konkurencji, ale wszędzie to samo. 150 Rs (7,50zł) za bilet na wyspę i z powrotem. 


Do łódki wchodzi się z wody, więc lepiej założyć szorty
Na plaży dużo atrakcji skutery wodne, wielbłądy, paralotnie. 

Łódka płynęła 20min po czym znaleźliśmy się w innym świecie. Formacje z bazaltu w kształcie idealnie prostych kolumn wyglądają niesamowicie i prędzej przypominają dzieło człowieka niż natury. Powstały przez zastygnięcie lawy, gdyż wyspa ma pochodzenie wulkaniczne. 




Sama wyspa jest malutka. Ma około 100m szerokości. Nikt na niej nie mieszka, za to jest zalewana turystami. Znajduje się na niej tylko 1 budka z napojami i czipsami. Jeżeli trafimy na mocno turystyczny dzień, to czas zwiedzania będzie ograniczony. Po półtorej godziny ludzie z naszej łódki przyszli nas zgarnąć, razem z pozostałymi osobami. Warto więc uzgodnić z nimi wcześniej jeśli chce się posiedzieć dłużej. Z kolei jeśli będzie już późne popołudnie to nie ma za bardzo dyskusji i trzeba wracać. Po 18.00 zaczyna się ściemniać.


Tam gdzie budka, tam i syf. 



Wprawdzie dno morskie dookoła też jest skaliste, ale można wejść i posiedzieć w wodzie. Mimo braku chmur i niewątpliwego upału było przyjemnie i relaksująco. Udupi i wyspę odwiedza trochę zachodnich turystów, więc można ubrać się bardziej swobodnie. Nikt się za bardzo nie gapi, nie zaczepia (tak było tamtego dnia). Indyjscy turyści są leniwi i nie lubią chodzić, czy też eksplorować miejsc za udeptanym szlakiem. Można więc pójść kilka kroków na bok i posiedzieć w zupełnym spokoju. 



  
Tak ubrana pani była sama, nikt jej nie zaczepiał.
Po powrocie na stały ląd nie ma problemu żeby na chwilę usiąść w jakiejś knajpce, których dookoła pełno. Jeżeli planuje się tego dnia zwiedzanie świątyni, to o wiele lepiej wziąć dwa zestawy ubrań i po plaży przebrać się w coś bardziej pozakrywanego. Nam już tego dnia się nie udało. Standardowo za późno wyruszyliśmy :)


Plaża w Malpe. Na horyzoncie widać wyspę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...