24 lutego 2015

Mumbaj: Jaskinie Kanheri


A więc i są zapowiedziane jaskinie Kanheri. W końcu i ja tam dotarłam! Tyle miejsc jeszcze chciałoby się zobaczyć, a jak przychodzi co do czego, to zawsze czasu brak, albo coś innego stanie na przeszkodzie. Dotarłam jednak, udało się! Piszę jakby to było coś super specjalnego. Niestety było. Podróż z domu ciotki zajęła w jedną stronę bagatela 2 godziny, a to przecież wciąż jedno i to samo miasto! Chyba już kiedyś pisałam, że Mumbaj jest ogromnym miastem, naprawdę ogromnym! 

Jaskinie Kanheri położone są w sercu Parku Narodowego im. Sanjaya Gandhi, który z tego co zrozumiałam nadal leży w obrębie miasta, choć co fakt raczej na obrzeżach. Park Narodowy oferuje jeszcze inne atrakcje, m.in. mini safari z oglądaniem lwów i tygrysów, ścieżki spacerowe i punkty widokowe, przejażdżkę mini kolejką albo pływanie łódkami. Na terenie Parku jest też świątynia dżynijska, ale na to wszystko oczywiście nie było już czasu. 

Dojazd jest stosunkowo prosty. Należy dojechać słynną mumbajską kolejką podmiejską z wiszącymi za drzwiami ludźmi do stacji Borivali, skąd do bramy wejściowej jest już bardzo blisko. Najlepiej wziąć autorikszę, żeby się nie przemęczać i zachować siły na dalsze zwiedzanie. 

Żeby nie było jednak zbyt łatwo, to brama wejściowa do Parku to zaledwie początek. Za wstęp płaci się jakieś grosze w stylu 30rs od osoby, ale do jaskiń jest jeszcze kilka kilometrów. Jeśli ktoś ma własny samochód to można podjechać, dużo ludzi uprawia jogging do jaskiń i z powrotem, a od bramy do jaskiń kursuje wewnętrzny transport. 

Tego dnia po raz pierwszy udało mi się wykorzystać moc mojej nowo zdobytej karty PIO. Z pełną ekscytacją wyjęłam ją z torebki. W końcu moja szara książeczka na coś się przyda! Zamiast 100Rs od obcokrajowców przygotowałam 5Rs, czyli opłatę jak dla obywateli Indii. A tymczasem panowie w okienku wcale nie byli pod wrażeniem... Mąż musiał się z nimi wykłócać. Sama nie miałabym szans. Przykre :/ 

Jaskinie Kanheri są przepiękne! Jest ich znacznie więcej niż w Elefancie. Do tego te głazy, plus wspinaczka po skałkach. To lubię :) 





















Miasto gdzieś tam hen na horyzoncie.





Jaskinie reprezentują okres, gdy dominującą religią na tych rejonach był buddyzm oraz dźinizm. Ich wiek szacuje się na ponad 2000 lat.

Niesamowicie położone, podążają za naturalną linią terenu wokół koryta wyschniętego o porze suchej strumienia, który ponownie napełnia się wodą podczas monsunu. Podobno to jedno z tych miejsc, które wygląda genialnie nawet gdy pada. Jaskinie wewnątrz są tu przeróżne, niektóre całkiem puste w środku, a inne powalają ogromnymi rzeźbami Buddy.

Jeśli by skorzystać ze wszystkich innych atrakcji w Parku Narodowym, to wychodzi wycieczka na cały dzień. 










2 komentarze:

  1. Ja tam byłam 4 razy z różnymi znajomymi, którzy nas odwiedzali i zawsze mi sie podobało. Takie wytchnienie od miastowego szaleństwa;-)
    Widze na zdjęciach, że rzeczka wyschła. W porze deszczowej w wąwozie między jakiniami robią sie kaskady i małe wodospady, tez jest ładnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie było sucho jak wiór, ale widać było gdzie płynie rzeka, tylko że jej akurat nie było :D To prawda, zupełnie jak nie w mieście. Było super.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...