5 marca 2015

Goa: Ponda - W poszukiwaniu rodowej świątyni

Wracając z Dudhsagar przejeżdżaliśmy przez Pondę. Absolutnie nie planowałam przystanku w tym miejscu, a przynajmniej nie w tym momencie. Poprzednie reakcje mamy na świątynie hinduistyczne utwierdziły mnie, by tam z nią nie jechać. A jednak! Gdy mama się dowiedziała, stwierdziła kategorycznie że do Pondy musimy zajechać. 

Ponda to hinduistyczne zagłębie na Goa. Było centrum i ostoją tej religii nawet w czasach, gdy te tereny okupowali Portugalczycy. To właśnie tutaj też mieści się rodowa świątynia mojego indyjskiego męża.

Oznacza to ni mniej, ni więcej, że ród wywodzi się z obecnego Goa. Najprawdopodobniej właśnie z Pondy, nie wiadomo jednak tak do końca. Hindusi pouciekali do Pondy z samego wybrzeża ze strachu przed portugalską inkwizycją. Inkwizycja jednak w końcu i tu dotarła w XVIII wieku. Choć sporo osób zostało, to jednak rzesze konkani-języcznej ludności uciekła dalej na południe lub w głąb lądu. Rodzina męża rezyduje obecnie głównie w Mangalore i właśnie to miasto uważają za swoją ostoję. Mają tutaj swoje świątynie, a nawet całą ulicę poświęconą swojej kaście. A jednak choć wmieszani w lokalną ludność, są tak naprawdę tutaj obcymi przybyszami z północy. Obecnie Indusi mówiący w konkani rozsiani są po całym zachodnim wybrzeżu Indii, głównie od Mumbaju po Kochin w Kerali. W zależności od miejsca ich język tak bardzo wymieszał się z językami lokalnymi, że slangów i gwar są setki, a dwie osoby mówiące w konkani, lecz pochodzące z innych części kraju prawie nie są w stanie się porozumieć. 

Mąż należy do kasty braminów, co oznacza że kiedyś wieki temu byli oni kapłanami. Z resztą do dziś każdy kapłan hinduistyczny - pandit, musi być braminem. Nie każdy bramin będzie jednak kapłanem. Ta rola jest dziedziczna z ojca na syna. Obecnie jedynie niewielki odsetek braminów jest kapłanami. Jeśli Twój ojciec nie jest panditem to ty też nie możesz, nawet jeśli jesteś braminem i chcesz. W dawnych czasach dzieci i synów było wiele, więc nie każdy syn zostawał kapłanem. W ten sposób rzesze braminów ruszyło do innych zajęć i wcale kapłanami nie są. 

Ponda, choć tak nazywa się centralne szaro-bure industrialne miasto, to w zasadzie cały teren. Poza miastem zaczynają się lasy i pola ryżowe. Świątynie ukryte są bowiem w okolicznych zaniedbanych i brudnych wioskach. Nie uświadczy się w Pondzie rzeszy białych turystów. Ci ruszają raczej do okolicznych plantacji przypraw. Tutaj na zwiedzanie lub pielgrzymkę przyjeżdżają za to hindusi, zwłaszcza że wyznawcy tej religii nocują za darmo w przyświątynnych kwaterach.

Odnalezienie rodowej świątyni wcale jednak nie było takie łatwe! Przede wszystkim oznakowanie na Goa jest po prostu tragiczne albo go brak, tym bardziej na takich bocznych drogach. Żadne z nas drogi niestety nie znało, a do tego świątynia nie jest zaliczana do topowych. Ostatni raz mąż był w niej podczas swojej własnej ceremonii Brahmopadesham, na której założona mu została nić bramińska. To coś jak Pierwsza Komunia u katolików, z tymże dotyczy tylko hinduskich chłopców z kasty braminów. Nici mąż pozbył się dość szybko, a o świątyni zapomniał. I szukaj teraz wiatru w polu. 

Pierwsza świątynia miała prawie identyczną nazwę. Tylko jakoś dziwnie zapyziała, chłopcy grali przed nią w piłkę nożną, a do tego brama zaryglowana. Nie to chyba nie to! Nasze zainteresowanie zainteresowało z kolei lokalnych i zrobiło się widowisko. Krążenia było jednak nadal co nie miara. Ja się już wściekłam. Choć na początku byłam najbardziej zainteresowana, to w trakcie mi się odwidziało. Typowa kobieta zmienną jest.

Na trasie zaczęły się jednak w końcu pojawiać jakieś świątynie. Patrzymy i jest! Shanta Durga Temple. Mąż twierdzi, że to ta! Wprawdzie ta jego nazywać się miała Mahalaxmi, no ale Laxmi to wcielenie Durgi, więc to na pewno musi być TO. 



Niby to ta świątynia, ale w sumie jakaś niepodobna. Nie szło się jednak skoncentrować, bo zewsząd nas obeszły stare kobieciny by nam wcisnąć kwiaty dla bóstw. Żadnych kwiatków nie chcę. Naka! Kobieciny na to w szoku, a zaraz w ekstazie. Powiedziała 'naka', słyszałaś? Ona zna konkani. No to zabłysnęłam. 

Naprzeciwko świątyni kościół katolicki.
Shree Ramnath Devasthan




Kolejna po drodze świątynia Ramnath, może ma jakieś wartości religijne, ale sama jest strasznie zaniedbana. To nadal nie jest to czego szukamy. Może następna? 

W końcu faktycznie jest! Do trzech razy sztuka. Świątynia Mahalaxmi, a do tego nazwa się zgadza. Wygląda nawet nieźle! Akurat było sprzątanie po jakimś ślubie, ale to nie szkodzi. Dotarliśmy w końcu do korzeni. 


Potomek rodu nieszczęśliwy i niezadowolony z przybycia do świątyni.


W tle posąg bogini Lakshmi. Jak przystało na boginię pieniędzy i bogactwa zaraz po lewej w obrębie samej świątyni stał bankomat! Serio! Taka mało subtelna sugestia dla wyznawców. Świątynia to przecież biznes. 

Misja zaliczona. Pora wracać. Na koniec jeszcze tylko ostatnia świątynia. Chyba ta jako jedyna była naprawdę godna zobaczenia. Mangeshi Temple była największa i najpiękniejsza. Niestety drogę dookoła torował do niej niewyobrażalny syf! Sterty śmieci i ściek były odrażające. Jak powiedziała mama: Ten obrazek mówi sam za siebie o wyznawcach tej religii. No i niestety to prawda! Sami sobie takie świadectwo wystawiają. 

Warto zwrócić uwagę na zupełnie inną konstrukcję goańskich świątyń. Nie mają typowej południowo-indyjskiej bramy świątynnej. Jest za to wolno stojąca obok wieża. Mamie ten styl architektoniczny przypominał cerkwie prawosławne. 





2 komentarze:

  1. Nasuwa mi się pytanie, jak to się stało, że w tak religijnym i kastowym społeczeństwie twój mąż był w stanie odciąć się od tego. Przecież w Indiach to prawie jak wyrzec się rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom to jest naprawdę łatwiejsze, niż się może wydawać. Choć każdemu w rodzinie wprost mówi, że jest ateistą, nić zdjął jeszcze jako nastolatek, przestał brać większy udział w ceremoniach, na aranżowanie małżeństwa się nie zgodził, to rodzina jak jest tak była i stoi za nim murem. To jest w sumie dłuższy temat. Na pewno część osób sądzi, że to takie wybryki, i nawet jeśli nie postępujesz wedle swojej kasty i religii to i tak do końca życia w tej "community" pozostaniesz, czy chcesz czy nie. Na pewno miał ułatwioną sprawę, gdyż wychowywał się bez ojca. Tutaj chyba tylko ewentualnie ojciec może wyrazić swój gniew, dezaprobatę. Ale przecież był wujek sprawujący nad nim pieczę i żadnej afery w rodzinie nie było. Wbrew pozorom pokazanie siły charakteru zamyka rodzinie często usta i pole do popisu. Niby taka łatwa i oczywista rzecz, a tylu Indusów ma z tym problem. Jeśli nie pozwolisz sobie wejść na głowę to rodzina nie wlezie. Poza tym hinduizm to trochę religia wolności (w pewnym sensie). Nie ma obowiązku regularnego chodzenia do świątyni, a modlenia się o określonych godzinach itp. Hinduizm jest za to mocno zrytualizowany i stąd sprawia wrażenie religii pełnej fanatyków. Owszem, tych też nie brakuje. Jeśli czujesz potrzebę to wykonujesz rytuały, jeśli nie to nawet latami możesz być w "religijnym uśpieniu". Braminem i tak będziesz, a nuż kiedyś Ci się odwidzi i nic nie stoi na przeszkodzie, by powrócić na łono religijne.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...