6 marca 2015

Holi bez Holi?

Holi, najbardziej znany i rozdmuchany medialnie obecnie na świecie indyjski festiwal. Nie trzeba być nawet żadnym znawcą Indii, ani Indiami specjalnie się interesować, by coś niecoś o Holi gdzieś tam usłyszeć. Podobno nawet w Polsce zaczęto ostatnio organizować. Festiwal kolorów, zabawy i radości, coś jak nasz śmigus dyngus tylko z "wkładką" w postaci kolorowych proszków. Zabawa roku dla każdego, kto lubi się czasem upaćkać, któremu nie straszne bitwy na pistolety wodne i tańce pod strumieniami wody.

A tymczasem w południowych Indiach... Holi nie ma!! Po prostu praktycznie nic się nie dzieje... Jeśli chce się doświadczyć prawdziwego holi w Indiach, to radzę na ten czas południe omijać szerokim łukiem. 

Jak zawsze w Indiach, w każdym regionie legendy stojące za świętem są różne i w sumie nawet na południu coś tam się świętuje, ale w bardzo wąskim zakresie i głównie jako obchody religijne, gdzieś w świątyniach. Nuuudy! Kiedy pytam indyjską rodzinę: No ale dlaczego Holi tutaj nie ma? Bo ja chcę! Odpowiedź jest prosta: To nie jest nasza kultura. 

Gdzieś w internecie można też wyczytać, że obchody Holi związane są z przybyłymi z północy Ariami i obce są południowym kulturom drawidyjskim. W praktyce wygląda to tak, że nawet na południu można gdzieniegdzie natknąć się na małe grupki bawiących się ludzi, w zasadzie głównie nastolatków. Obchodzić też będą imigranci z północnych Indii, a najlepszym miastem na południu może okazać się Bangalore, gdzie lokalni Kannadigas stanowią już podobno tylko 40% mieszkańców. Choć niewątpliwą przeciwnością jest też fakt, iż dziś wcale nie było wolnego! Wszyscy byli w pracy albo w szkole.

W Mangalore dziś nie dzieje się zupełnie i całkowicie NIC! Dwóch imprez w przydomowym ogródku z maksymalną ilością około 10 osób, nie wliczę do świętowania. Dzień jak co dzień.

A jednak! Swoje Holi też tu mamy, a w zasadzie mieliśmy. Holi w Mangalore obchodziliśmy już w styczniu. Kodial Okkul, czyli Holi w Mangalore to zawsze ostatni dzień dorocznego Car Festival, o którym pisałam już wcześniej. Holi obchodzi tutaj wówczas tylko ta jedna jedyna kasta, a cała impreza dzieje się na jednej jedynej ulicy. Reszta miasta nie świętuje. Jakie to wszystko zawiłe!


Pistolety wodne, kolorowe proszki, a przede wszystkim pompy wodne polewające tłum nieprzerwanymi strumieniami wody sprawiły, że Car Street zniknęła i zamieniła się w potok. Jako biała atrakcja turystyczna zostałam na wstępie upaćkana najbardziej. Nie zabrakło też różnych dziwnych przebierańców.

Człowiek z liściem i chyba jakiś niebieskolicy bóg!

Przybył też PK! Postać z najnowszego filmu bollywood.

I żeby nie było, że tylko zabawy i hulanki ludziom w głowach! Wszystko odbywało się w cieniu świątyni i rydwanów, w których obwozi się posągi bóstw. W środku imprezy bóstwo zaszczyciło ludzi swoją obecnością, a impreza nagle się urwała, aby przenieść boski palankin. 













W zasadzie bawili się przede wszystkim faceci z dziećmi. Kobiety niczym matrony stały z godnością na uboczu patrząc, aby tylko przypadkiem się nie ubrudzić, a próby oblania wodą lub posypania proszkiem ukrócały mrożąc imprezowiczów lodowatym jadowitym wzrokiem. Większość była tym bardziej zła i wściekła, że chłopy po kieszeniach pochowane mieli małe flaszki z alkoholem, a co poniektórzy otumanieni byli po napiciu się bhang lassi, czyli lassi z dodatkiem marihuany. 


Tak było:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...