2 marca 2015

Polacy wiecznie narzekają, a Indusi nie mają kompleksów, czyli pierwsze wrażenia po wizycie mamy w Indiach

Wizyta mamy w Indiach dobiegła końca, a tym samym też nasze wakacje na Goa. Zarówno ona, jak i ja miałyśmy w związku z tym przyjazdem mnóstwo obaw. Tak samo jak ja kiedyś, tak i mama nigdy w życiu nie planowała przyjazdu do Indii, gdyż zwyczajnie nie była zainteresowana tymi indyjskimi klimatami. 

Moje osobiste pierwsze wrażenia i szoki już dawno opadły. Stało się to na długi czas zanim zaczęłam w ogóle pisać bloga. Może dlatego brak póki co pełnych zgrozy opisów jaki to tutaj straszy ruch drogowy, ostre jedzenie i głupi ludzie?

Tymczasem dla mamy Indie to była nowość. Do tego wiedząc, że jestem tutaj ja, nie przygotowywała się w żaden szczególny sposób, ale zamiast tego przybyła z pewnymi obawami i uprzedzeniami. Dla mnie z kolei była to okazja, by z zupełnie nowej perspektywy zobaczyć, jak ktoś z zewnątrz odbiera te Indie przylatując tutaj pierwszy raz.

Od razu powiem, że wizyta była bardzo udana, a Indie zaskoczyły na plus i kolejna wizyta już jest w planach. Na samym początku jednak nie było aż tak kolorowo i nie obyło się bez kilku zgrzytów. 

Bo Polacy przede wszystkim wiecznie narzekają! I to nie jest żaden stereotyp. To jest fakt. Ja też narzekam. Już nie tak dużo jak kiedyś, ale nadal! Tylko, że mieszkając sobie zwyczajnie i na co dzień w Polsce wcale się tego nie widzi. Polacy narzekają? Bzdury jakieś! Kto to wymyśla? Przecież wcale nie! A właśnie, że tak!

Już jakiś czas w Polsce nie byłam i się po prostu odzwyczaiłam. Nieustanne jęczenie, smęcenie i krytykowanie tego co dookoła strasznie mnie niestety u mamy raziło. Nie wiem jak to wypadło na tle jej nowych szoków, ale dla mnie to jej polskie narzekanie to był prawdziwy szok kulturowy. Polacy chyba mają to do siebie, że nawet jak coś jest super, to i tak trzeba ponarzekać. Mieliśmy świetny apartament z basenem na Goa, ale zamiast się ucieszyć i skomentować, że fajnie to tylko krytykowanie: tego czy tamtego brakuje, wciąż coś nie tak! Ale jak spytałam, czy się nie podoba? To podoba się, ależ oczywiście! Szkoda tylko, że jakoś słabo to widać, a komentarze były albo bardzo zachowawcze albo krytykanckie. Czemu ma służyć narzekanie nawet na coś, co się podoba? Mnie te różne negatywne wypowiedzi strasznie przytłoczyły. Zbyt dużo negatywnych wibracji naraz. W Indiach czegoś takiego na co dzień nie ma. Swoją drogą, na wiele rzeczy przymyka się też tutaj oko. Mimo, że zapewniliśmy mamie bardzo dobre warunki pobytu, to i tak narzekanie było, a tymczasem przeciętny obywatel Indii będzie nadal pełen zadowolenia i optymizmu, nawet gdy wokół wiele niedociągnięć. 

Niektóre powody do krytyki w Indiach:

  • Styl jazdy. Komentarze było po prostu straszne. Niesamowicie przytłaczające. Czułam, że obarcza winą za ten stan rzeczy mnie. Wiem, że styl jest straszny, ale te komentarze, które aż ciężko przytoczyć, były dołujące. Ja sama nie lubię tutejszych kierowców, ale jakoś można to samo powiedzieć na inny, mniej agresywny sposób. Ktoś powie "ale po co owijać w bawełnę?" Indie nauczyły mnie jednak trochę łagodniejszego podejścia do opisu sytuacji, przynajmniej słownego, a tak skrajnie mocne i negatywne słowa mnie całkowicie przybiły. 
  • Zakupy. Największym problemem na samym początku była jakaś straszna lista zakupów pamiątek dla setek osób. Jechać na tak krótko i przejmować się bardziej jakimiś bransoletkami albo innymi duperelami dla obcych ludzi? Nie rozumiem tego! Tylko jak tu kupić bransoletkę, jeśli mama nie chce i nie umie się targować? Choć było kilka okazji, to zamiast zostawić ustalenie ceny mi, mama wyrywała się pierwsza do pytania, co skutkowało jakąś horrendalną ceną. Na zakupy też potrzeba przecież czasu! Zakupy na już, ale dlaczego jesteśmy wciąż w sklepach i nic nie zwiedzamy? Złość i wściekłość. Ona tego systemu nie rozumiała, sprzedawcy idioci i do bani, a wszystko było bez sensu. A gdy na koniec dnia okazywało się, że spędziliśmy tyle czasu w poszukiwaniu rzeczy z listy, że już nic nie udało się zobaczyć to nagle zły humor. Mama musiała w obcym kraju polegać na mnie, a to wywołało frustracje, przytłoczenie i totalnie niezadowolenie. Poczucie kontroli wymknęło się z rąk. Oj niedobrze.
  • Indie to bałwochwalstwo. Wiedziałam! Przede wszystkim mama przyleciała tylko w jednym celu: żeby pływać w basenie i wygrzewać się na słońcu na Goa. Już ten jeden dzień w Mumbaju, był na zasadzie "no dobra niech już będzie". To jednak Goa ją ciągnęło i to jak najszybciej. Bilety do Mangalore na następny dzień były już jednak kupione i najpierw trzeba było zaliczyć nasze miasto. Co więcej! Nawet dzień nr 3 i zwiedzanie Udupi to wciąż nie Goa. Frustracja narastała. Do naszego domu też przybyliśmy dopiero po południu. I co tu zwiedzać jak już się ściemnia i nie ma czasu? Zostają świątynie. A w świątyniach spełniły się najgorsze obawy. Toż to bałwochwalstwo i coś okropnego. Jeszcze pierwsza świątynia przeszła, ale po drugiej i tym bardziej trzeciej nastąpił protest. Chodźmy już stąd. Nie tam nie chcę iść. Chcę już wracać. Te rzeczy są wstrętne. Toż to bohomazy. Po prostu koszmar. W co Ci ludzie wierzą? A rodzina Twojego męża też w takie głupoty wierzy? To jest odrażające. I na nic się zdały tłumaczenia, że o tej godzinie już nic więcej zwiedzać się nie da, więc albo to albo wracamy do domu. Nie! Kategorycznie. Żadnych więcej świątyń. Ok, no to wracamy.
  • Ja. Odwieczny powód, tak więc nic nowego. 
  • Chordy turystów. Choć sama chciała być tylko i wyłącznie na Goa, gdzie turystyka aż kwitnie, to spędy turystycznie były totalnie na nie. Głowę rozsadza muzyka z barów, wkurzają sklepy i ludzie! Pretensje znów do mnie, mimo iż tłumaczyłam, że na Goa są i takie miejsca. Straszne obarczanie mnie niezadowoleniem, ostentacyjne miny i odrzucanie moich prób załagodzenia sytuacji. Ok, ja przecież też to rozumiem i też nie jestem fanką typowych wakacji z dyskotekami. Naprawdę, ale znów: dlaczego te komentarze muszą być AŻ takie?

Po kilku dniach nawet mama wrzuciła jednak na luz. Być może dlatego, że miała już swój basen, albo i jej się w końcu udzieliła atmosfera. Zauważyła też coś, co zrobiło na niej naprawdę spore wrażenie. Ludzie w Indiach zdają się być bardziej pewni siebie i nie mają kompleksów. Już ich mowa ciała jest inna niż u Polaków. Jak stoją, czy idą to prężnie i dumnie. W Polakach jest jakoś strasznie dużo poczucia niższości. Czy to z powodu jakiegoś historycznego uciśnienia? Czy też sami dla siebie jesteśmy tacy niedobrzy? Ludzie czują się gorsi, mają pełno fobii i nerwic, czego najlepszym przykładem jest moja rodzina. Rodzice od dziecka mi wpajali, że nie jestem w niczym lepsza od innych, wszyscy są przecież i tak równi. Jakieś takie nauki, żeby nie czuć się dobrze samemu ze sobą, a prędzej znać swoje miejsce. Żeby mieć tą pewność siebie to trzeba sobie naprawdę czymś super zasłużyć, ale z drugiej strony kategorycznie nie wolno się chełpić i wywyższać. Wychodzi więc na to, że czuć się dobrze we własnej skórze nie można nigdy, a tymczasem w Indiach ludzie są z jakiegoś powodu inni. Co więcej! Bywają tak pewni siebie, że aż na nasze standardy bezczelni lub pełni pychy, albo też tak strasznie bezpardonowi, że aż to szokuje. 



Pierwsze wrażenia mają to do siebie, że długo pozostają z człowiekiem, choć obecnie stwierdzam, że moje własne już gdzieś dawno przepadły, albo się jednak zmieniły. Mama miała jeszcze sporo innych obserwacji. Różnice i nierówności społeczne rzucają się w oczy od razu. A jednak cieszę się, że Indie wyszły na plus, choćby na wakacje. Mam jednak do tych Indii trochę emocjonalne podejście i nie powiem, gdzieś w głębi zależało mi, żeby się spodobało. Tym bardziej, że na wakacje Indie potrafią być super! I dla mnie osobiście wakacje na Goa były po prostu rewelacyjne. 

7 komentarzy:

  1. O jejku, jak to wszystko czytam to coraz bardziej rozumie, że ty po prostu uciekłas z Polski;-) Od tego wszystkiego co twoja mama teraz przywiozła.
    Ja bym cie tam chetnie odwiedziła i chłonęła wręcz twoją wiedzę o Indiach i wcale nie chcę na Goa i na basen, baseny są wszędzie takie same ;-)
    Pomijając narzekanie, którego też strasznie nie lubię, to zazdroszczę zawsze tym , którzy przyjeżdżaja pierwszy raz takich pierwszych wrażeń, czesto zwracaja mi uwage na cos do czego ja już całkowicie przywykłam i przestało mnie dziwić. Taki zachwyt początkującego jest fajny ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Z Polski uciekałam, aż się kurzyło :D Ja o Indiach dużo nie wiem, choć obecnie na pewno więcej niż kiedyś. Ot tyle co dookoła i co ktoś z rodziny opowie. Do tego mam wgląd w mały kawałek Indii i zbyt wąskie chyba zainteresowanie, żeby się dowiadywać o całych Indiach jak długie i szerokie.
      Narzekanie mnie przytłacza, a do tego takie połączone z krytykanctwem jest dla mnie nie do zniesienia, choć niestety sama narzekam, ale u mnie to takie jęczenie, trochę pojęczę i poużalam się nad sobą i tyle.
      Zachwyt początkującego jest rewelacyjny! No właśnie to jest to! Takie osoby zauważają tyle rzeczy na które normalnie się nie zwraca uwagi. Mamę większe zachwyty jednak raczej ominęły :)

      Usuń
    2. Eee tam, mało wiesz o Indiach, to co ty piszesz jest najcenniejsze, żaden turysta na żadnej wycieczce się tyle nie dowie ;-)
      Pozdrawiam gorąco, bo u nas straszne upały ;-)

      Usuń
  2. Identyczny szok kulturowy przezywam teraz bedac na razie w Polsce!
    Polacy maja jakas wrodzona cierpietniczosc, bicie sie w piersi za nie swoje grzechy, za to Hindusi z kolei nieuzasadniona wyzszosc-takie dwie skrajnosci.
    Ciezko sie przestawic :)
    Ale z perspektywy lepiej widac ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Identyczny szok kulturowy przezywam teraz bedac na razie w Polsce!
    Polacy maja jakas wrodzona cierpietniczosc, bicie sie w piersi za nie swoje grzechy, za to Hindusi z kolei nieuzasadniona wyzszosc-takie dwie skrajnosci.
    Ciezko sie przestawic :)
    Ale z perspektywy lepiej widac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to teraz czeka. Lecę do Polski po 3 latach. Trochę się boję jak to będzie :D

      Usuń
  4. A nasze świątynie? To jest szok godzinami ludzie gali się w faceta który ma gwoździe w rękach i nogach ...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...